Wpis

piątek, 24 sierpnia 2012

Oglądamy: Namiętnośc ujarzmiona, czyli "Jane Eyre"

Jane Eyre plakat filmowy

JANE EYRE (2011) NA FILMWEBIE

Film Jane Eyre obejrzałam dlatego, że uwielbiam powieśc (dla niewtajemniczonych: autorka jest Charlotte Bronte) oraz uwielbiam Michaela Fassbendera ;) Film nie rozczarował, ale również nie zaskoczył mnie pozytywnie. Zabrakło uczuc ze strony odtwórczyni głównej, tytułowej roli, Mii Wasikowskiej. Nie twierdzę, że nie jest ona uzdolnioną aktorką, jednak w tej roli zbytnio się nie popisała. Wielu z Was pewnie nie zgodzi się z ta opinią. Z góry mówię, że wiem, Jane miała byc taką skromną, szarą myszką, nie uzewnętrzniającą swoich uczuc. To, co zobaczyłam w filmie było jednak przesadą.

UWAGA! W TYM AKAPICIE JESTEM STRASZNIE NIEOBIEKTYWNA! Na pochwałę zasługuje Michael Fassbender, który świetnie poradził sobie z rolą pana Rochestera. Jego aktorstwu nie można niczego zarzucic.

Jednak duet wypada mało przekonująco. Brak tu namiętności. Gdy bohaterowie rozprawiali o uczuciu, miałam wątpliwości o jaką miłośc chodzi. Bo przecież nie o to co widziałam, a raczej nie widziałam na ekranie ;)

Wydaje mi się, że ktoś, kto nie przeczytał wcześniej ksiązki nie będzie mógł w pełni zrozumiec zarówno filmu, jak i przesłania zawartej w nim historii. Wiele znaczących wydarzeń zostało pominiętych.

Zaletą są niewątpliwie przepiękne zdjęcia oraz cudowna muzyka Dario Marianellego, który jest według mnie jednym z lepszych współczesnych kompozytorów. Jednak jest to jedynie otoczka. Fakt, jest przepiekna, ale nie przesłoni wielu braków filmu.

Mimo wszystko, polecam wszystkim niepoprawnym romantyczkom.

MOJA OCENA: 7/10

Pozdrawiam, Kawka :)

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
kaw.kaa
Czas publikacji:
piątek, 24 sierpnia 2012 18:17

Polecane wpisy